środa, 30 lipca 2014

Kompletując lato - part 3

Lato przelatuje przez palce z łatwością nadmorskiego piasku, w dodatku solidnie rozgrzanego, bo funduje nam w tym roku zadziwiająco wysokie temperatury. Trochę szkoda, ale nie ma co żałować, tylko cieszyć się chwilą. Nie będąc więc gołosłowna, aby upamiętnić tę łaskawość pogodową stworzyłam trzeci już zestaw bransoletek z serii kompletując lato (pierwszy obejrzycie TU, drugi TU). Tym razem postawiłam na maliny, a uściślając - napigmentowane malinami koraliki, w skromnym towarzystwie srebrnych dodatków.

Jak możecie ostatnio zauważyć, cały czas szkolę się w zakresie przetwórstwa półfabrykatów NIEczarnych, NIEbiałych i NIEsrebrnych i myślę, że jestem na dobrej drodze, nie ma co! Spokojnie jednak, bo już w kolejnym poście, zrobię sobie małe wagary i pokażę Wam kolczyki w starych, dobrych wymienionych wyżej odcieniach, które notabene, od kilku dni dyndają już na moich uszach.




Trzymajcie się ciepło (co nie będzie wcale trudne patrząc za okno),
S.

czwartek, 17 lipca 2014

Malinowy cieniowaniec

Cześć! U mnie biżuteryjnie się kręci powoli, natomiast pozabiżuteryjnie kręci się maksymalnie szybko. Dlatego też wpadam tu na krótkie odwiedziny, a że nie wypada tak przyjść z pustymi rękoma, przynoszę bransoletkę.

Taki tam malinowo-bury mieszaniec/cieniowaniec. Całkiem przyjemnie wygląda na nadgarstku muszę przyznać, natomiast ten róż, choć malinowy, nie mieści się w granicach mej kolorystycznej tolerancji, toteż patrzę sobie na tę bransę z daleka i tyle mi wystarcza. Myślę, że to inny niż mój nadgarstek powinien ją nosić. Jeśli chodzi o koraliki, to te przypominające sorbet malinowy, wbrew pozorom są jakimiś no name'owymi zwyklaczkami, kupionymi na gramy. Pomimo tego, swoją równością i wyglądem śmiało dorastają do pięt, kolan, ramion, czy nawet wyżej markowym koralikom. 

Taka mała improwizacja wynikająca z chwili wolnego czasu i nagłego nawiedzenia weny.






Pozdrowienia,
S.