poniedziałek, 26 stycznia 2015

Krosno dobre na wszystko

Podejrzewam, że jeśli czasem, kiedy mam za sobą stresujący dzień, lub moją głowę przepełnia masa poważnych spraw, a humor nie do końca dopisuje, a poprosiłabym wówczas kilkudziesięciu losowo wybranych dziewczyn o radę, co począć i jak żyć, pewnie większość z nich doradziłaby mi porządną drzemkę lub położenie się pod kocem z kubkiem gorącego kakao i oglądanie komedii romantycznych (sic!).

Absolutnie nie potępiam takiego zachowania, natomiast kłóci się ono całkowicie z moją, bądź co bądź, dziwaczną naturą. Nie znoszę bowiem tego typu rozrywek i powiem nawet więcej, wcale nie poczułabym się od nich lepiej. 

Dużo bardziej wolę wyjść z moim psiakiem na długi, piłko- i patykorzucany spacer, ulepić ze znajomymi olbrzymie igloo, gdy jest ciepło pojeździć na rowerze, obejrzeć jakieś ambitniejsze kino "o czymś", otoczyć się oparami kurzu naszego remontowanego mieszkania, a i od niedawna, zagłębić się w tajnikach programowania lub grafiki. Lubię też najzwyczajniej w świecie powymyślać nowe projekty koralikowe i wyprodukować coś nowego (chyba każdy to lubi - no nie!?) ;) Świetnym narzędziem okazuje się być w takim przypadku krosno koralikowe, które pozwala na stosunkowo szybkie stworzenie czegoś ładnego, w zupełnie nowej konfiguracji. I tak oto nerwy rozładowane, zmęczenie jakby mniejsze, a w głowie może nieco więcej luzu. Tak było też w udokumentowanej poniżej sytuacji.

Mówcie co chcecie, ale lubię te moje koraliki! (I podejrzewam nawet, że nie tylko ja tak mam.)





TOHO Round 11/0 Opaque-Frosted Jet, Opaque Jet, Silver-Lined Gray, Metallic Hematite, TOHO Bugle 3mm Metallic Hematite

Uściski,
S.

niedziela, 18 stycznia 2015

Opleciony agat i 3 pierwsze razy

Dziś, dokładnie tak jak obiecałam na facebook'u praca, która w mojej koralikowej karierze, kosztowała mnie jak do tej pory najwięcej pracy, czasu i cierpliwości. A wszystko zaczęło się od pewnego koralika...

Kilka miesięcy temu dostałam od pewnej osóbki żółto-zielony koralik (biorąc pod uwagę rozmiary, to raczej porządny koral), z komentarzem: "weź, nie wiem co z nim zrobić, wymyśl coś", czy coś w tym stylu. Precjozum więc przyjęłam, schowałam i zapomniałam. Co pewien czas koralik, wysuwał się na prowadzenie w sygnałach przypominających, wysyłanych przez mój mózg. Zwykle jednak sygnał "odbierałam" potwierdzając krótką ripostą "bez odbioru" i dalej zabierałam się za sprawy charakteryzujące się wyższym priorytetem. Koralik, zwany koralem, przeżył też naszą przeprowadzkę i dalej zaległ w pudełku z półfabrykatami, jedynie z tą różnicą, że stojącym w innym mieście. Nadzieja pojawiła się pod koniec starego roku, jeszcze przed samymi świętami, wraz z myślą o prezentach gwiazdowych. Wyjęłam wówczas koralik z szufladki i wymyśliłam dla niego świetne zajęcie na najbliższe lata. To wtedy też zidentyfikowałam, że koral okazał się być agatem. Od teraz już, pozwólcie więc, że będę używała prawdziwego imienia naszego bohatera, opisując jego dalszą historię.

Nową rolą agatu okazało się wiszenie. Na szyi. Jak się więc domyślacie miał się stać wisiorem, a żeby nie było mu smutno, zawieszonym na naszyjniku również wyplecionym z koralików. Również, bo nie wiem czy już wspomniałam ale postanowiłam podjąć się oplecenia agatowego korala, drobniutkimi koralikami, z którymi tak bardzo się już jakiś czas temu zaprzyjaźniłam. Koralika o takim kształcie i rozmiarze jeszcze nigdy nie oplatałam, więc z pomysłem przyszło i nowe wyzwanie - pierwszy raz po raz pierwszy. Wisior wyplotłam bez żadnego tutoriala i bez żadnego kleju - uparłam się i już. I wyszło (na szczęście). Szkoda mi było jednak skrywać pod szklanymi drobinkami więcej piękna agatu niż to konieczne, więc wisior jest dwustronny.

Po opleceniu i chwilach dumy i zadumy, przyszła pora na uszycie naszyjnika, na którym ów "maluszek" miał zawisnąć. Tu zasięgnęłam już pomocy tutoriala i zdecydowałam się na wdzięczny i skromniutki sznur Twisted tubular herringbone - pierwszy raz po raz drugi. Dwukolorowy sznur ozdobił więc agatowy wisior i na odwrót.

Przyszła w końcu pora na oprawienie naszyjnika i wklejenie go w końcówki. Posiadane przeze mnie zapasy złotych akcesoriów, które wydały mi się jedynymi słusznymi w tym przypadku, okazały się być jednak zbyt ubogie w rozmiarach. Srebrne totalnie nie pasowały i odbierały całej pracy mnóstwa uroku. Wyszło to jednak na dobre, bo wpadłam na pomysł własnoręcznego uszycia koralikowych końcówek, idealnie pasujących do całości pod względem koloru i formy zarazem. Uszyłam więc - pierwszy raz po raz trzeci. 

Agat nie został co prawda prezentem gwiazdkowym, bo czeka na późniejsze wręczenie, ale dobrze, że nie leży już sam w pudełku.

To w zasadzie już koniec historii. Jej skrót i efekt ujrzycie w całości na poniższych zdjęciach, jeśli jednak dotrwaliście do końca tekstu, to gratuluję wytrwałości i dziękuję za Waszą ciekawość. Nie mogłam odmówić sobie porządnego wyjaśnienia projektu, który zajął mi naprawdę sporo czasu i energii, zaplanowanych pierwotnie na zupełnie inne sprawy.







TOHO Round 11/0 Ceylon Celery, Ceylon Custard, Silver-Lined Frosted Dark Topaz, Silver Lined Lt Topaz, Transparent Lt Topaz

Naszyjnik zgłaszam jeszcze na wyzwanie Szuflady "Niech żyje bal!". Nie znajduję dla niego lepszego debiutu na salonach, niż jako dostojny dodatek do balowej, elegnckiej kreacji.

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2015/01/wyzwanie-nr-1-niech-zyje-bal.html


Czekam na Wasze opinie.
Uściski,
S.

czwartek, 1 stycznia 2015

Happy New Year!

Witajcie w Nowym Roku!

Tak jak obiecałam, przychodzę z życzeniami i małym zdjęciowym podsumowaniem 2014 roku. Na kolażu umieściłam po jednej z prac, z każdego miesiąca. Wybrałam moje ulubione, mam nadzieję, że i wy je polubiliście :) (w zestawieniu nie ma września, który nie doczekał się publikacji postów)

A teraz Kochani, Wszystkiego co Najlepsze w Nowym Roku 2015! Mam nadzieję, że i w tym roku będziecie ze mną!



Dla ciekawskich, odnośniki do postów z zaprezentowaną wyżej biżuterią z danego miesiąca:

Noworoczne uściski,
S.