niedziela, 18 stycznia 2015

Opleciony agat i 3 pierwsze razy

Dziś, dokładnie tak jak obiecałam na facebook'u praca, która w mojej koralikowej karierze, kosztowała mnie jak do tej pory najwięcej pracy, czasu i cierpliwości. A wszystko zaczęło się od pewnego koralika...

Kilka miesięcy temu dostałam od pewnej osóbki żółto-zielony koralik (biorąc pod uwagę rozmiary, to raczej porządny koral), z komentarzem: "weź, nie wiem co z nim zrobić, wymyśl coś", czy coś w tym stylu. Precjozum więc przyjęłam, schowałam i zapomniałam. Co pewien czas koralik, wysuwał się na prowadzenie w sygnałach przypominających, wysyłanych przez mój mózg. Zwykle jednak sygnał "odbierałam" potwierdzając krótką ripostą "bez odbioru" i dalej zabierałam się za sprawy charakteryzujące się wyższym priorytetem. Koralik, zwany koralem, przeżył też naszą przeprowadzkę i dalej zaległ w pudełku z półfabrykatami, jedynie z tą różnicą, że stojącym w innym mieście. Nadzieja pojawiła się pod koniec starego roku, jeszcze przed samymi świętami, wraz z myślą o prezentach gwiazdowych. Wyjęłam wówczas koralik z szufladki i wymyśliłam dla niego świetne zajęcie na najbliższe lata. To wtedy też zidentyfikowałam, że koral okazał się być agatem. Od teraz już, pozwólcie więc, że będę używała prawdziwego imienia naszego bohatera, opisując jego dalszą historię.

Nową rolą agatu okazało się wiszenie. Na szyi. Jak się więc domyślacie miał się stać wisiorem, a żeby nie było mu smutno, zawieszonym na naszyjniku również wyplecionym z koralików. Również, bo nie wiem czy już wspomniałam ale postanowiłam podjąć się oplecenia agatowego korala, drobniutkimi koralikami, z którymi tak bardzo się już jakiś czas temu zaprzyjaźniłam. Koralika o takim kształcie i rozmiarze jeszcze nigdy nie oplatałam, więc z pomysłem przyszło i nowe wyzwanie - pierwszy raz po raz pierwszy. Wisior wyplotłam bez żadnego tutoriala i bez żadnego kleju - uparłam się i już. I wyszło (na szczęście). Szkoda mi było jednak skrywać pod szklanymi drobinkami więcej piękna agatu niż to konieczne, więc wisior jest dwustronny.

Po opleceniu i chwilach dumy i zadumy, przyszła pora na uszycie naszyjnika, na którym ów "maluszek" miał zawisnąć. Tu zasięgnęłam już pomocy tutoriala i zdecydowałam się na wdzięczny i skromniutki sznur Twisted tubular herringbone - pierwszy raz po raz drugi. Dwukolorowy sznur ozdobił więc agatowy wisior i na odwrót.

Przyszła w końcu pora na oprawienie naszyjnika i wklejenie go w końcówki. Posiadane przeze mnie zapasy złotych akcesoriów, które wydały mi się jedynymi słusznymi w tym przypadku, okazały się być jednak zbyt ubogie w rozmiarach. Srebrne totalnie nie pasowały i odbierały całej pracy mnóstwa uroku. Wyszło to jednak na dobre, bo wpadłam na pomysł własnoręcznego uszycia koralikowych końcówek, idealnie pasujących do całości pod względem koloru i formy zarazem. Uszyłam więc - pierwszy raz po raz trzeci. 

Agat nie został co prawda prezentem gwiazdkowym, bo czeka na późniejsze wręczenie, ale dobrze, że nie leży już sam w pudełku.

To w zasadzie już koniec historii. Jej skrót i efekt ujrzycie w całości na poniższych zdjęciach, jeśli jednak dotrwaliście do końca tekstu, to gratuluję wytrwałości i dziękuję za Waszą ciekawość. Nie mogłam odmówić sobie porządnego wyjaśnienia projektu, który zajął mi naprawdę sporo czasu i energii, zaplanowanych pierwotnie na zupełnie inne sprawy.







TOHO Round 11/0 Ceylon Celery, Ceylon Custard, Silver-Lined Frosted Dark Topaz, Silver Lined Lt Topaz, Transparent Lt Topaz

Naszyjnik zgłaszam jeszcze na wyzwanie Szuflady "Niech żyje bal!". Nie znajduję dla niego lepszego debiutu na salonach, niż jako dostojny dodatek do balowej, elegnckiej kreacji.

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2015/01/wyzwanie-nr-1-niech-zyje-bal.html


Czekam na Wasze opinie.
Uściski,
S.

12 komentarzy:

  1. Chciałoby się mieć same takie udane pierwsze razy :) Naszyjnik wyszedł super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) i życzę sobie w takim razie więcej tych pierwszych razów :)

      Usuń
  2. Jakie kolory, aż przez chwilę pomyślałam, że zabłądziłam :)))
    Wisiorek jest naprawdę świetny, kolor sprawia, że nie sposób przejść obok, ale forma go nie przytłacza. Lubię takie ozdóbki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rzeczywiście całkiem nie moja bajka kolorystyczna! :) Dziekuję i cieszę się, że się spodobał:)

      Usuń
  3. Pierwsze skojarzenie - słoneczny naszyjnik! Niezwykle promienny i energetyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny, w te pochmurne dni jak słońce, radość i nadzieja!;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie poradziłaś sobie z tym kamieniem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękny naszyjnik:) Pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczny naszyjnik, a ten kamień przecudny!

    OdpowiedzUsuń